A moment that changed me: in the bombed-out ruins of an apartment block, I saw a book I had translated.

A moment that changed me: in the bombed-out ruins of an apartment block, I saw a book I had translated.

Wśród gruzów zawalonego bloku mieszkalnego jedno zdjęcie utkwiło mi w pamięci: książka, którą przetłumaczyłem z angielskiego na perski, leżąca wpół przysypana pyłem i popiołem. Jej okładka była podarta i poplamiona, kartki pozaginane i nadpalone, ale tekst nadal dało się odczytać. Nadal przemawiał.

Dwa dni wcześniej, 13 czerwca 2025 roku, na Teheran spadły pierwsze izraelskie pociski. Nie było syren, tylko nagłe, gwałtowne eksplozje. Internet został całkowicie odcięty. Siedziałem w swoim mieszkaniu, tłumacząc książkę Jhumpy Lahiri *Tłumacząc siebie i innych* – dzieło o tym, co znaczy przenosić słowa między językami, oraz o etyce i niepokojach związanych z mówieniem cudzym głosem. Gdy wokół waliły się budynki, ja siedziałem i redagowałem tekst, który w ciszy dowodził trwałości znaczenia.

Wszystko stanęło. Książka, którą mój wydawca miał właśnie wysłać do druku, utknęła, gdy drukarnia została zamknięta. Księgarnie zamykały się jedna po drugiej. Pewnej nocy, gdy eksplozje były zbyt blisko, razem z rodziną zbiegliśmy do piwnicy pod parkingiem. Nie mogłem przestać myśleć o regałach w moim mieszkaniu, wypełnionych słownikami, rzadkimi woluminami, które zbierałem latami, i każdą książką, jaką kiedykolwiek przetłumaczyłem. Ta biblioteka była dziełem mojego życia i nie wiedziałem, czy ja, czy ona, przetrwamy tę noc.

Moja partnerka wyjechała z rodzicami do miast, które uważali za bezpieczniejsze – miejsc, które kilka dni później również zostały trafione. Moja córka pojechała do innego miasta, do swojej matki. Gdy jej pociąg odjeżdżał, wysłała mi zdjęcie: w oddali płonęła fabryka, czarny dym wił się ku niebu. Najbliższe mi osoby nagle znalazły się gdzie indziej, a niebezpieczeństwo zdawało się podążać za nimi.

W tamtych dniach nastroje przetaczały się przez miasto jak pogoda: nagły strach, niepokój, moralne oburzenie niesprawiedliwością, a potem odrętwienie. Poza emocjonalnym kosztem, bombardowanie zniszczyło moją zdolność do pracy. Bez prądu i internetu nie miałem dostępu do natychmiastowych wyszukiwań i odniesień, których wymaga tłumaczenie.

Na zewnątrz fale uderzeniowe wyrywały okna z framug; w domu mojego kuzyna wszystkie szyby były potłuczone, meble uszkodzone, potłuczone sprzęty domowe porozrzucane po pokojach. Kiedy go odwiedziłem, przed ruinami siedziała kobieta, malując przy sztaludze, odmawiając oddania ostatniego słowa ciszy i kurzu.

W mediach społecznościowych krążyło zdjęcie Parnii Abbasi: 23-letniej poetki, która zginęła, gdy pociski uderzyły w budynek. Jej wiersz stał się viralem razem z jej wizerunkiem: *Skończę się / Płonę / Będę tą zgasłą gwiazdą.*

Na ulicy, gdzie kiedyś kupowałem słowniki, zobaczyłem starszą kobietę biegającą między alejkami i wykrzykującą imię. Sąsiedzi mówili, że straciła syna w wojnie iracko-irańskiej ponad 30 lat temu, a teraz, przy chorobie Alzheimera, bomby obudziły w niej jakieś pogrzebane wspomnienie. Szukała dziecka, które nigdy nie wróci do domu – w żadnym języku.

Wszyscy tłumaczyliśmy, na swój sposób: zamieniając zniszczenie w obraz, śmierć w wiersz, żałobę w poszukiwanie.

Tydzień po rozpoczęciu ataków, wciąż otoczony zniszczeniem, znalazłem się tłumacząc *Wiele księżyców* – dziecięcą opowieść Jamesa Thurbera o królu, którego córka wyzdrowieje tylko wtedy, gdy będzie mogła objąć księżyc. Choć napisana dla dzieci, miała wtedy dla mnie głębokie znaczenie. Sam Thurber, który po wypadku w dzieciństwie stopniowo tracił wzrok, ale tworzył aż do końca życia, rozumiał coś sięganiu po niemożliwe. Zastanawiałem się, czy księżyc był tym pokojem, za którym wszyscy tęskniliśmy – pozornie nieosiągalnym, ale wciąż wartym wysiłku.

W czasie tych nocy bombardowań zrozumiałem tłumaczenie jako coś więcej niż rzemiosło literackie: był to akt oporu, pozostawania na miejscu, trzymania się.

Pewnego dnia, w biały dzień, eksplozje uderzyły w więzienie Evin w Teheranie; w tych samych godzinach tłumaczyłem fragmenty Lahiri o byłym przywódcy Włoskiej Partii Komunistycznej, Antonio Gramscim, który pisząc z celi więziennej, prosił o więcej słowników i nalegał, aby studiowanie języka stało się jego "główną aktywnością". Dla Gramsciego tłumaczenie było – jak opisuje to Lahiri – "jednocześnie rzeczywistością, aspiracją, dyscypliną, kotwicą i metaforą". Kiedyś zauważył, że nawet gdyby miał zostać stracony, spędziłby noc przed egzekucją na spokojnym studiowaniu chińskiego.

Wtedy zobaczyłem to zdjęcie. Pojawiło się na stronie informacyjnej, pokazując ruiny kolejnego bloku mieszkalnego. Tam, wśród gruzu, leżało jedno z moich starych tłumaczeń – naznaczone, ale nienaruszone, z moim nazwiskiem wydrukowanym na okładce. Obraz był w kolorze, a jednak wydawał się czarno-biały, bez życia pośród betonu i wraku. Przez większość mojej kariery byłem niewidzialny, jak często bywają tłumacze. Ale oto była moja praca, stała się widoczna – uszkodzona, ale trwająca.

Długo wpatrywałem się w ten obraz. Lahiri pisze, że "wszystkie tłumaczenie jest aktem politycznym", ale nigdy wcześniej nie odczułem pełnej wagi tych słów, aż do tamtej chwili. Tłumaczyć, nawet pod bombardowaniem, znaczyło ogłosić: "ten głos miał znaczenie". Nie zostanie wymazany. Tłumaczenie to nie tylko przenoszenie historii między językami; to pomaganie im przetrwać, gdy wszystko inne się rozpada. To cichy, uparty sprzeciw wobec zniknięcia.

Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista często zadawanych pytań na temat chwili, która mnie zmieniła: w zbombardowanych ruinach bloku mieszkalnego zobaczyłem książkę, którą przetłumaczyłem.

Ogólne zrozumienie
P: O czym jest ta historia?
O: To osobisty esej o autorze-tłumaczu, który odwiedzając ruiny budynku zniszczonego w wojnie, znajduje egzemplarz książki, którą przetłumaczył. To nieoczekiwane odkrycie prowadzi do głębokiej chwili refleksji nad połączeniem, stratą i siłą słów.

P: Czy to prawdziwa historia?
O: Tekst jest przedstawiony jako osobista narracja lub wspomnienie, więc opiera się na prawdziwym, przeżytym doświadczeniu autora.

P: Gdzie to się wydarzyło?
O: Konkretna lokalizacja często nie jest wymieniona w tytule, ale scenerią są wyraźnie tereny wojenne/zbombardowane ruiny bloku mieszkalnego. Kontekst sugeruje, że mogło to mieć miejsce w konfliktach w takich miejscach jak Ukraina, Syria czy innych.

Tematy i znaczenie
P: Dlaczego znalezienie książki było tak mocnym momentem?
O: Stworzyło ono ostry, osobisty zderzenie dwóch światów: abstrakcyjnej pracy tłumacza i brutalnej rzeczywistości wojny, w której ta praca fizycznie się znalazła. Uczyniło pracę tłumacza namacalnie realną i połączyło go bezpośrednio z ofiarami.

P: Jakie są główne tematy tej historii?
O: Kluczowe tematy to kruchość życia i cywilizacji, trwała siła sztuki i literatury nawet w zniszczeniu, nieoczekiwane połączenia tworzone przez tłumaczenie, poczucie winy ocalałego oraz odnajdywanie sensu w chaosie.

P: Co symbolizuje książka w ruinach?
O: Książka często symbolizuje odporność, pamięć i ludzką ciągłość. To namacalny fragment kultury i normalnego życia, który przetrwał zniszczenie, reprezentując nadzieję i ideę, że historie przetrwają przemoc.

O tłumaczeniu i roli autora
P: Dlaczego ma znaczenie, że autor jest tłumaczem?
O: Dodaje to głęboką warstwę osobistej odpowiedzialności i intymności. Nie znalazł byle jakiej książki, znalazł cząstkę swojej własnej pracy, swojego intelektualnego i emocjonalnego wkładu, leżącą teraz w gruzach. Zmusza go to do kwestionowania celu i zasięgu swojej pracy.

P: Jakiego rodzaju książką to prawdopodobnie była?
O: Choć nie jest to określone, biorąc pod uwagę kontekst, była to prawdopodobnie