Miałem 12 lat, gdy pierwszy raz zagrałem w foosball – piłkarzyki stołowe – latem 1975 roku w Bejrucie. Moje rodzinne miasto było oblężone, rozdarte wojną domową. Szkołę odwołano, drogi zamknięto. Nie mogliśmy dotrzeć na plażę, a jedynym miejscem, gdzie można było pójść, był salon gier. Na szczęście dla mnie znajdował się tuż za rogiem.
Obok stołów bilardowych i automatów do gier stało kilka stołów do piłkarzyków. Godzinami obserwowałem starsze dzieci, zafascynowany grą, w której można było przechytrzyć przeciwnika oddalonego zaledwie o kilkadziesiąt centymetrów, a potem świętować tuż przed jego twarzą. Gra kosztowała 20 pensów – czyli qurush w libańskiej walucie: 10 pensów za stół i 10 pensów dla zwycięzcy. Pieniądze były ciasne, więc dogadałem się z właścicielem salonu – jeśli sprzątałem stoły, mogłem grać za darmo. Gdy w pobliżu, na zielonej linii dzielącej wschodni i zachodni Bejrut, terkotały karabiny maszynowe, wkładałem ręcznik do bramki i ćwiczyłem, aż poczułem się na tyle pewnie, by grać. Stałem się naprawdę dobry. Do następnego lata wygrywałem dziesięć gier z rzędu.
Gdy zostałem nastolatkiem, piłkarzyki zeszły na dalszy plan – pojawiły się dziewczyny, wino, papierosy i praca w kasynie. Potem poznałem Brytyjkę i pobraliśmy się. W 1986 roku, gdy wojna wciąż trwała, opuściliśmy Liban i osiedliliśmy się w Manchesterze. Mieliśmy syna, córkę i stół do piłkarzyków w kuchni. To pozostało hobby aż do 2004 roku, gdy zarządzałem Hard Rock Casino w mieście. Kupiłem stół dla klientów i umieściłem napis: „Pokonaj menedżera". Nasz cotygodniowy challenge przyciągał 30 uczestników, ale zawsze wygrywałem.
Pewnego dnia wszedł mężczyzna o imieniu Khalid Sharif. Powiedział: „Jestem numerem jeden w brytyjskim foosballu – słyszałem o tobie". Graliśmy i wygrałem 10-0. W następnym tygodniu przyprowadził członków Britfoos, Brytyjskiego Stowarzyszenia Piłkarzyków Stołowych. Znów wygrałem, a oni poprosili mnie, bym dołączył do ich drużyny. Scena była dobrze zorganizowana – setki graczy, turnieje za granicą, nagrody pieniężne i Puchar Świata. Na tym poziomie zawsze grały drużyny dwuosobowe – napastnik i bramkarz – zamiast gry jeden na jeden, do której byłem przyzwyczajony. Khalid i ja podróżowaliśmy po Wielkiej Brytanii jako drużyna w oficjalnych meczach, ja jako napastnik, on jako bramkarz.
W 2012 roku odszedłem z kasyn, by otworzyć libańską restaurację Zaytoon w Manchesterze. Wtedy reprezentacja Wielkiej Brytanii zaprosiła mnie na Puchar Świata w Hamburgu jako rezerwowego. Ponad 35 krajów rywalizowało w ogromnej hali z 200 stołami i dużymi ekranami. Były drużyny juniorskie, kobiece, męskie i seniorskie, wszyscy w narodowych strojach, śpiewający hymny. To było niesamowite. W 2018 roku zagrałem w ITSF World Series w St. Pölten w Austrii. W finale zmierzyliśmy się z Niemcami; doszło do rzutów karnych i zmiażdżyliśmy ich, zdobywając złoto. Rok później nasza drużyna pojechała na Puchar Świata do Murcji w Hiszpanii. Dotarliśmy do fazy pucharowej przeciwko Portugalii, a potem USA – 20-krotnym mistrzom świata i faworytom, obok Niemiec – w ćwierćfinale. Był gorący dzień, a my byliśmy słabszą drużyną. Cała arena nam kibicowała. Format przewidywał dziesięć gier, po cztery punkty każda. Zdobyliśmy wszystkie 40 punktów. Energia była elektryzująca. W półfinale zmierzyliśmy się z Holandią, remis 39-39, aż wbiłem ostatni punkt do siatki. Potem przyszła kolej na finał: znów Niemcy. Pokonali nas 40-24, ale srebro i drugie miejsce na świecie było wystarczająco dobre.
Piłkarzyki zabrały mnie w podróż po całym świecie – do miejsc takich jak Las Vegas, Rzym i Niemcy. W piątkowe wieczory mamy treningi drużynowe w Manchesterze. Gra dała mi międzynarodową rodzinę, przyjaciół, a nawet wrogów. Jeden z niemieckich graczy to mój nemezis; wygrał setki gier, ale wciąż trzęsie się z nerwów, gdy rywalizujemy. Potem idziemy razem na drinka. To atmosfera wzajemnego szacunku.
Khalid wciąż jest moim najlepszym przyjacielem. Bez niego nigdy nie dowiedziałbym się o profesjonalnej grze. A teraz mój syn George podróżuje ze mną po świecie i gra. To utalentowany bramkarz. Jest trenerem personalnym, który pracuje ze mną trzy razy w tygodniu i pomaga mi rehabilitować ramię po kontuzjach z piłkarzyków. W wieku 62 lat muszę utrzymywać kondycję.
Wciąż prowadzę swoją restaurację, a medale z piłkarzyków trzymam na widoku. Teraz przygotowuję się do kolejnego Pucharu Świata w 2028 roku. W głowie, podczas gotowania, odtwarzam wyimaginowane gry, zapamiętuję wzorce gry i oglądam nagrania przeciwników, gdy nie mogę spać. W piłkarzykach kluczowy jest plan gry – a na następnym Pucharze Świata chcę zdobyć złoto. Jak opowiedziano Deborah Linton
Czy masz doświadczenie do podzielenia się? Wyślij e-mail na adres experience@theguardian.com
Często zadawane pytania
Poniżej znajduje się lista często zadawanych pytań na temat bycia mistrzem świata w piłkarzykach stołowych, obejmująca tematy od podstawowych po zaawansowane
Pytania podstawowe
1 Czy piłkarzyki stołowe to prawdziwy sport zawodowy
Tak, absolutnie. Istnieją profesjonalne tournee, mistrzostwa świata i gracze trenujący na pełny etat. Poziom umiejętności jest niezwykle wysoki.
2 Jak w ogóle stać się na tyle dobrym, by zostać mistrzem świata
Wymaga to lat celowej praktyki. Większość mistrzów zaczyna od nauki podstawowych uderzeń, a potem spędza tysiące godzin na doskonaleniu kontroli piłki, podań i obrony.
3 Czy mistrzowie świata używają specjalnych stołów
Tak, zazwyczaj trenują i rywalizują na stołach turniejowych, takich jak Tornado czy Bonzini. Mają one szybsze drążki, lepsze łożyska i stały odskok piłki.
4 Czy chodzi głównie o siłę nadgarstka
Wcale nie. Chodzi o precyzyjną kontrolę motoryczną, wyczucie czasu i strategię. Siła nadgarstka pomaga przy mocnych uderzeniach, ale precyzja i czytanie przeciwnika są o wiele ważniejsze.
5 Czy trzeba być młodym, by zostać mistrzem świata
Nie. Choć wielu mistrzów zaczyna w młodym wieku, są czołowi gracze po czterdziestce i pięćdziesiątce. Doświadczenie i gra mentalna często przeważają nad czystą szybkością.
Pytania zaawansowane
6 Jakie jest najważniejsze uderzenie do opanowania
Uderzenie ściągnięte (pull shot). To podstawa ataku. Większość mistrzów świata ma też zabójcze uderzenie zwane snake shot.
7 Jak mistrzowie świata bronią się przed snake shot
Nie tylko blokują – czytają mowę ciała i wyczucie czasu przeciwnika. Używają techniki zwanej spider defense i przewidują kąt uderzenia.
8 Jaki jest największy błąd graczy amatorów
Zbytnie kozłowanie i brak podań. Amatorzy próbują zrobić wszystko jednym zawodnikiem. Mistrzowie używają szybkich, precyzyjnych podań między drążkami, by stworzyć sobie pozycje do strzału i zmylić obronę.
9 Jak ważne jest uderzenie od bandy (bank shot)
Niezwykle ważne na poziomie profesjonalnym. To podstawowy sposób na zdobycie bramki przeciwko obrońcom wysokiego poziomu. Mistrzowie potrafią odbić piłkę od bocznej ściany.